sobota, 25 sierpnia 2012

Za co kocham(y) gry RPG?

Postanowiłem to napisać dlatego iż jestem jednym z bardzo wielu ludzi którzy funkcjonując na tym świecie mają ten problem (to szczęście?), że ich umysł i wyobraźnia zaśmiecane są codziennie przez nikomu niepotrzebne wizje, pomysły i romantyczne wyobrażenia na temat wyniosłych, pompatycznych i epickich przygód w nieistniejących, wymyśłonych przez nas samych uniwersach fantasy, science fiction czy innego steampunku.Nie spodziewam się też by ktokolwiek poza tymi ,,wybrańcami" mnie tutaj wogóle zrozumiał. Jednym słowem: jestem fanem wszytkiego co elfickie(oprócz Lembasów), magiczne i fantastyczno-kosmiczne. Spróbuję więc teraz zdefiniować esencję tego coraz bardziej popularnego zainteresowania, jakim jest zajawka na szeroko pojęte ROLE PLAYING GAMES* - Przygodowe gry fabularne.

*Role playing games – czyli w wolnym tłumaczeniu ,,Gry w których odgrywamy rolę''

Drugie ja

Siedzisz w karczmie przy kuflu spienionego piwa...Ciekawe jak wiele osób zna ten klasyczny początek do rozpoczęcia sesji papierowego RPG? Osobiście czasem miewam wrażenie, że jest to zaraz po Niech moc będzie z Tobą jeden z najpopularniejszych tekstów tego świata, jednak ciągle ma on swój wspaniały, oklepany klimat. Właśnie-klimat. Atmosfera. Nastrój. Jakby nie nazwać tego ulotnego czegoś, sprawia ono, że człowiek łatwiej zapomina o tu i teraz i skupia na tam i gdzieś.W połączeniu z przygrywającą w tle muzyką-dobraną odpowiednio do systemu gry-zostawiasz swoje ciało i wchodzisz w skórę szlachetnego rycerza, roztargnionego maga, wściekłego orka z toporem większym od człowieka, albo też w kosmicznego space marine lub obcego najeźdźce z kosmosu. Gabinet ról i postaci do odegrania jest tak różnorodny i spory jak ilość kreujących go graczy, razy tysiąc. Tutaj możesz zostać kim chcesz. Wyruszyć w podróż do odległych krain, spotkać smoka, odbyć szermierczy pojedynek czy razem z grupą najemników rozbijać się po odległych rubieżach wszechświata i wykonywać zlecenia za kredyty. Wszytko to można przeżyć za cenę mniejszą niż cena biletu do kina ,,8D''-tutaj działa czysta, nieuchwytna wyobraźnia, która potrafi za darmo zafundować przygodę na Twoich własnych warunkach. Erpeg daję mi ogromną, nieskończoną różnorodność w kształtowaniu mojej drugiej, skrytej osobowości. Pozwala mi być tym kim chcę bez żadnych konsekwencji. Zastanawiać się można nad samym faktem, czemu te pieczołowite odgrywanie i kreowanie postaci przy pomocy różnych tabelek, kości n-ściennych, samych słów i myśli jest tak bardzo wciągające? Otóż-nie mam pojęcia!No bo przecież na zdrowy rozsądek-skoro wchodzimy w ten biznes i mamy zamiar się odprężyć i zrelaksować zapominając o prawdziwym, trudnym życiu to po jaki wafel, siedzimy godzinami przy tym fantastycznym, starając się, aby było one jak najbardziej realistyczne, symulacyjne i w ogóle wiarygodne-prawie jak te od którego uciekamy? Miała być zabawa, wybuchy, fajerwerki! A nie symulator średniowiecznego chłopa,chłopki-bohatera.Hę? Kiedyś ktoś zadał mi właśnie takie pytanie. Na początku nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. A odpowiedź jest przecież prosta. Bo jestem wtedy sobą IDEALNYM. Takim, jakim chciałbym być gdzieś w tych swoich ludzkich, niedowartościowanych marzeniach. I to wciąga nas wszystkich. Ta perspektywa bycia kimś wyjątkowym. Innym niż reszta. Oryginalnym.

Jak dobra książka-cRPG

Komputerowe gry fabularne, a więc COMPUTER ROLE PLAYING GAMES, są-i mówię to z dużą pewnością siebie- chyba najpopularniejszym gatunkiem gier komputerowych- podawanych ponadto w różnych wariacjach i miksach z innymi gatunkami np. coraz częściej z wszelkiej maści shooterami. Autorzy tychże produkcji serwują nam często naprawdę niesamowite i niebanalne historie, których próżno szukać w większości komercyjnych filmów czy innych rodzajach gier z tej branży. Są to przygody, których scenariusz mieści się na setkach jak nie tysiącach kartek.Dodatkowo, podczas przeżywanych przez nas wojaży, spotykamy ogrom wymyślnych stworzeń, kreatur i ciekawych ludzi z rozbudowanymi portretami psychologicznymi. Moim zdaniem nic tak nie wpływa na grywalność i odbiór produkcji, jak galeria dobrze napisanych osobowości które stają nam podczas gry na drodze. Kiedy my, zwykli śmiertelnicy odpalimy sobie taką gierkę to zarwane noce i spuchnięte nad ranem oczy są czystą formalnością z której zdawać sobie zaczynamy sprawę dopiero po jakimś tygodniu spędzonym z tytułem, kiedy to powieki otwarte są tylko dzięki zapałkom +5(bonus do silnej woli) ... Znamy to prawda? Te magnetyczne przyciąganie dobrze opowiedzianej, pełnej zwrotów akcji opowieści.Jest tak dlatego, że twórcy którzy pracują nad danym elektronicznym rolplejem, projektują pełen szczegółów, zagadek, legend i żywych istot świat, który jest idealnym uzupełnieniem, a zarazem tłem dla poprowadzonej linii fabularnej. To co w ostatecznej formie udaje im się zbudować jest dla nas graczy, bardzo autentyczne (w fantastycznym tego słowa znaczeniu oczywiście) i wiarygodne. Momentalnie wczuwamy się wtedy w przygotowaną rolę i wpadamy w wir mitycznych wydarzeń. No i widocznie jest na to popyt. Na dbałość o detale i dużo treści. A RPG, może nam to zaoferować. Jest bardzo rozbudowane i kompetentnie rozwinięte. Całkiem jak książka, tylko że dużo bardziej efektownie.

Co by tu zrobić...?

Wciągający świat i dobra narracja to jednak nie wszystko. Zauważyłem, że kolejnym aspektem wpływającym na sukces cRPGa - a właściwie RPG w ogóle- jest kwestia wolnego wyboru w określonych sytuacjach. To dzięki tej możliwości, zabawa staje się dla nas dużo bardziej atrakcyjna. Budujemy tym sposobem naszemu bohaterowi swój indywidualny super-charakter. Daje to nam poczucie większej kontroli nad zdarzeniami i wzmacnia iluzję rozgrywki wykreowaną w naszej wyobraźni. Przywołam tu przykład z legendarnej już bądź co bądź ,,Planescape Torment'', autorstwa BioWare i Black Isle Studios (kto nie grał, niech żałuję-tyle dodam od siebie). Przechodząc grę jesteśmy uczestnikami bardzo wielu dylematów i niejednoznacznych zdarzeń. Oprócz naszego protagonisty (antagonisty?) i jego towarzyszy, często mamy wpływ na być, albo nie być szerokiego grona napotykanych osób trzecich, otaczającego nas świata czy też kształtu jego przyszłości. Tylko od nas zależy jak się zachowamy. Co uznamy za słuszne lub po prostu co zrobimy wedle naszego aktualnego kaprysu czy nastawienia. Przykład który chciałem z Tormenta przywołać to końcówka tejże, tylko że ,,właściwie'' poprowadzonej rozgrywki, kiedy to spotykamy naszą własną... Coś tam. Nie będę psuł niespodzianki tym co nie grali. W każdym razie. Grę można zakończyć bez żadnej finałowej, epickiej walki. A właściwie to całą grę można przejść nie odbierając nikomu życia. Wszytko da się rozwiązać mistrzowsko przygotowanymi przez Avellona i resztę twórców dialogami. Mało tego. Grę tak na dobrą sprawę można w pewien sposób ukończyć (osiągając zresztą jak by nie patrzeć jej główny cel ) po jakichś kilku godzinach od momentu wystartowania przygody, gdzie jej ogrom pozwala z kolei na grubo koło stówy godzinek inteligentnej zabawy. Tak więc każdy znajdzie coś dla siebie. Szanujący naturę i życie idealista czy też ktoś ktoś kto chciałby zabawić się w ostatniego skur... Łajdaka :) . Owszem, nie tylko w ,,Udręce'' mamy do czynienia z ogromną wolnością i nieliniowością( wziąłem go jako reprezentanta, gdyż zawierał w sobie chyba najwięcej różnych interakcjii i rozwiązań). To jest ogólna domena wszystkich dobrze zrobionych computer Role playing.

Oczywiście jak wiadomo nie tylko cRPGi to RPGi, więc wspomnę osobno o tych wymagających międzyludzkich przedsięwzięć i spotkań. W tejże formie, wolność działania jest jeszcze większa, rzekłbym nawet-nieskończona. Tutaj nie jesteśmy ograniczenie kilkoma wariantami przygotowanymi przez autorów danego elektronicznego rolpleja. Wszytko co mieści się w granicach zdrowego rozsądku i nie jest niezgodne z tym co zaplanował mistrz gry można wdrożyć w teraźniejszość. Masz ochotę na nieprzewidzianą pogawędkę z kompanem? Dajesz. Drobna improwizacja? Proszę bardzo.

Kończąc tą myśl powiem tak: Pewna swoboda w epegach istniała zawsze i to w dużym stopniu przyczyniło się do ich sukcesu z tym, że z czasem stała się ona wypchnięta na pierwszy plan( właśnie za sprawą cRPGów) i to dzięki temu zaczęliśmy ją tak mocno doceniać. Prywatnie, to właśnie za tą różnorodność poczynań tak bardzo lubię ten rodzaj gier i uważam iż jest to jednym z podstawowych filarów wspierających ten fenomen.

Niesamowita Zbroja z Łusek Czerwonego Smoka-wymagania: Poziom 100

Niezależnie od tego czy jesteśmy fanami klasycznego(mówionego) czy elektronicznego Odgrywania Ról, istnieje pewien złoty mechanizm bez którego nasza ulubiona zabawa straciłaby połowę sensu. Chodzi mianowicie o system zdobywania doświadczenia lub też mówiąc potocznie -levelowanie. Jakkolwiek by tego nie nazwać czy wymyślić podczas każdej naszej sesji nasz podopieczny, jak na inteligentną formę życia przystało (chyba, że to ork) nabywa nowe umiejętności i talenty. Najpowszechniej jak wiemy, odbywa się to po awansie awatara na kolejny poziom wspomnianego doświadczenia i przydzielaniu dostępnych punktów nauki w interesujące nas biegłości. Suma sumarum chodzi o rozwój, o stawanie się coraz lepszym. Cały ten wątek od początku może brzmi dość dziecinnie i jest aż zbyt oczywisty. Jednakże jak to się mówi: szczera i oczywista prawda jest rzadko szczera i nigdy oczywista. Sami zresztą przyznacie, że często grając macie syndrom jeszcze jednego levela, potrzebnego do odblokowania wypragnionej zdolności czy założenia epickich pantalonów niezwyciężoności. Zupełnie tak jakby była to istota gier RPG. I owszem jest tak( w wielu przypadkach), gramy po to by uczynić nasze alter ego jeszcze większym kozakiem i wymiataczem. Czy to dla własnej satysfakcji czy po to by potem poszpanować przed innymi ,,cieniasami''( tutaj gry MMORPG). Kwestią istotną jest jednak to, że każdego z nas to jednak w stopniu większym lub mniejszym-wciąga. Często zostawiając resztę rozpoczętej zabawy na później zaprzątamy sobie głowę różnymi hipotetycznymi drogami awansu czy możliwościami jakie na nas już niedługo będą czekać. Rozbudowywując ten akapit powiem jeszcze, że ciekawym zjawiskiem jest nasza fanatyczna pogoń za ekwipunkiem i innego rodzaju duperelami ubarwiającymi i doładowywującymi naszą postać. Czasami odnoszę wrażenie, że powinno się zrobić nowy gatunek gier: Equipment Madness Role Plaing Games- czy coś takiego. No bo w sumie czymże innym jest np. Diablo... Ale tak czy siak, kupuję tą zręcznie wkomponowaną w ERPEGi zabawę przedmiotami. Ona również jest jedną z pozytywnych składowych wpływających na odbiór (przynajmniej współczesnych) gier Role playing. Tak na marginesie-do panów :) Często posądzamy kobiety o dewocjonalizm i śmiejemy się z ichnich zamiłowań do kupowania 30 niebieskiej bluzeczki różniącej się od tych 29 w takim samym kolorze tym, że... (ok, umówmy się, że tylko One widzą tam jakieś różnice) a sami uskuteczniamy ten proceder, tylko że w wirtualny sposób? I zamiast, dajmy na to jedwabnych czerwonych apaszek, dostajemy zawrotu głowy na widok Kewlarowego Kosmicznego Hełmu Kapitana Planety +2 do odporności na żywioły? I sami mamy zdeponowane w wirtualnych(wyobrażonych) skrzyniach tony różnorakich rękawic i innych napierśników czy tam karabinów? Czy to nie to samo? Noo, ale przynajmniej nasze hobby nic nie kosztuje... :) Ale o czym to ja miałem dalej....

,,Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę''*

*Pamięta ktoś z jakiej gry jest ten cytat? :)

Postanowiłem poświęcić jeszcze mały, osobny wątek na coś co zasługuje na osobne omówienie. Mianowicie - drużyna. Nie ważne czy gramy z grupą dobranych przyjaciół gdzieś w starym nastrojowym garażu, czy gramy sami w jakiegoś cRPGa, jedną z istotniejszych kwestii jest ferajna która to razem z nami oczyszcza każdy zakątek galaktyki ze Żniwiarzy lub stary cmentarz z Nekromantów i inszego plugastwa. I nie ważne czy poczynaniami naszych kompanów steruje przyjaciel czy krzemowy procesor komputera, nie ma to przecież jak grupowa kabała gdzieś w środku elfiej dżungli, albo rozróba na kosmicznej stacji bojowej. Odpowiednie zrównoważenie umiejętności poszczególnych charakterów i ich specjalizacji sprawia, że jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność i nie istnieją wtedy problemy których nie dałoby się obejść. Wielkie tytanowe wrota które nasz kosior tylko rysuje, a mamy w ekipie fachowca od zabezpieczeń? Drzwi otwarte. A gdy potrzebujemy czarów leczniczych lub apteczek bo czeka nas ostra przeprawa, jak znalazł będzie zabranie ze sobą kapłana, albo medyka. Do czego zmierzam? Do tego, że zbudowanie rozgrywki w sposób kooperacyjny sprawia, że nasz Hero nie jest OneManArmy i wymusza na nas szukanie pomocy u innych osób jednocześnie zwiększając moim zdaniem spójność i prawdziwość zabawy. Do tego jeszcze jesteśmy przecież ludźmi i dążenie do różnych form kontaktu z innym człowiekiem jest wpisane w naszą naturę. Dlatego też bardzo lubię w erpegu rozwiązania wymagające współpracy i prowadzenia ciekawych rozmów. Jest po prostu tak żywiej.

Powodzenia podróźniku!

Można by tu wymieniać i wymieniać. Od grafiki i ilustracji, po muzykę przygrywającą w tle, aż po sam fakt spotkania się ze znajomymi. Istnieje naprawdę wiele powodów dla których wiele osób pokochało wszelkiej maści gry RPG, a ja w moim krótkim poście skupiłem się tylko na takiej uniwersalnej i obiektywnie ocenionej przeze mnie, absolutnej podstawie stanowiącej o sukcesie tego rodzaju zabawy. Każdy z Was ma pewnie swoje własne przemyślenia na ten temat, tak więc gorąco zachęcam do udzielania ich w komentarzach poniżej. W końcu w życiu-jak w erpegu, każdy jest wyjątkowy i ma swoje własne zdanie na każdy temat. :)

środa, 1 sierpnia 2012

MULTIPLAYER W GRACH KOMPUTEROWYCH-,,Prowokacje, wyzwiska oraz pozytywne aspekty wynikające z dostępnych czatów growych".

Komunikacja pomiędzy graczami występująca w tytułach komputerowych opartych o tryby gry wieloosobowej, jest we współczesnym modelu sieciowych rozgrywek czymś nieodzownym, wpisanym jakoby w kanon tegoż szeroko pojętego typu gier. Może się się ona odbywać na poziomie akustycznym(głosowym), pisemnym czy nawet(np. gry strategiczne) graficznym. Twórcy gier pozwolili nam na nią, umieszczając w swoich dziełach narzędzie, jakim jest czat growy. To dzięki niemu możemy podczas rozgrywki w dowolnym momencie wywołać malutkie okienko, wpisać komunikat, a następnie po zatwierdzeniu klawiszem enter, przekazać go reszcie graczy. Jeśli mamy mikrofon, wciskamy uprzednio skonfigurowany klawisz służący do otwarcia transmisji głosowej i możemy w trzech krótkich słowach poinformować kolegę z drużyny, że oto za drzwiami schował się delikwent z kałachem i na dodatek używa wallhacka. Szybkie i proste, a jakie przydatne! Niestety jednak często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że zaraz po grywalności i oprawie audio-video (kolejność dowolna), to właśnie owa komunikacja jest głównym czynnikiem wpływającym na ogólny odbiór i prezentajcę danej gry. Że niby co ja gadam? Spokojnie, zaraz wytłumaczę. Dodam tylko jeszcze, że skoro zawsze istnieją dwie strony medalu, to na deser, nie omieszkam się również przedstawić kilku negatywnych przykładów(z grania wziętych) na to, jak ludzie za pomocą omawianych tutaj czatów growych, potrafią napsuć krwi nastawionym pacyfistycznie do życia, spokojnym graczom i pozbawić ich miłych chwil relaksu podczas odprężającej sesji z ich ulubioną produkcją. Ale po kolei.

Wyobraźcie sobie grę... Niech będzie Counter Strike(chyba każdy w to grał, prawda..? Prawda??!). Rozpoczyna się runda, czas odlicza ostatnie sekundy, kupujemy broń i … biegniemy sobie radośnie przed siebie(lub znajdujemy sobie camperską miejscówkę) i raz za razem zdobywamy fraga kiedy indziej dając zdobyć go komuś innemu. Wszystko w najlepszym porządku. Bawimy się. Ale jakoś tak nijako się zaraz robi prawda? Cały czas gramy jako jednoosobowa armia, bez ładu i składu, spontanicznie co i rusz podbijając sobie wybujałe ego naszymi coraz lepszymi statystykami. Klimat się jak gdyby ulatnia. A teraz wyobraźcie sobie, że zaczynacie grać tą samą rundę jeszcze raz tylko, że tym razem jesteście częścią wieloosobowej drużyny policyjnej do zadań specjalnych. Macie na uszach specjalny sprzęt do komunikacji z resztą chłopaków, a przy brodzie przylega Wam mały mikrofon. Na starcie prosto do Waszych uszu dobiega głos dowódcy z instrukcjami dotyczącymi sposobu na obezwładnienie przeciwników, oraz kilka porad taktycznych... Nieźle. Robi się klimatycznie (a przecież to taka prosta gierka!!!). Kilka bluzgów i strzałów później, dostajecie komunikat: -Dobra robota, to była podręcznikowa akcja! Hmm, no nie wiem jak Wy, ale dla mnie wersja z możliwością rozmowy pomiędzy członkami grupy wydaje się być atrakcyjniejszą, a przede wszystkim cholernie podnoszącą grywalność i radykalnie wydłużającą żywotność gry. Wystarczy tylko możliwość komunikacji. To właśnie m.in. dzięki niej gra ta, jest dzisiaj tak popularna na różnych konkursach i zawodach E-gamingowych. W ogóle gdyby w elektronicznych grach rozrywkowych nie istniał sposób na porozumiewanie się między sobą, mielibyśmy teraz zupełnie inny obraz gamingu! Na szczęście sposoby i technologie które nam na to pozwalają są jednymi z najprostszych przeszkód z jakimi muszą się uporać programiści przy tworzeniu danej gry.Uff.

Daleko nie sięgając, posłużę się teraz przykładem z bardzo popularnej ostatnimi czasy gry: League of Legends. Historia zasłyszana od koleżki (nagnę ją trochę, aby pokazać do czego zmierzam) A i wybaczcie, ale sam prywatnie nie gram w tę grę. Chciałbym tyko wykorzystać ją jako dobry przykład na to, że dzięki warunkom jakie sobie możemy stworzyć podczas rozgrywki (wiem, że istnieje tam wbudowany standardowy czat growy, nie wiem jak z głosowym) czyli uruchomić jakiś zewnętrzny program do komunikacji typu Skype czy Team Speak, możemy wygodnie podtrzymywać relacje z innymi znajomymi, z którymi spotkać się w rzeczywistości (tej prawdziwej, zwanej życiem) nie mamy za bardzo kiedy lub po prostu nie mamy jak, ale wiemy, że i oni przesiadują czasami przy tym samym tytule co my. Złapiemy ich w grze, a i zagramy w dobrym, zgranym towarzystwie i do tego nie stracimy kontaktu z niektórymi ludźmi. Swoją drogą- inaczej byśmy do nich nie zadzwonili, bez pretekstu do wspólnej zabawy przy kompie...Ale to temat na inne wywody, np. o chamskiej naturze człowiek czy coś w tym stylu... W każdym razie mój koleś znalazł się w podobnej, ale nie tak radykalnej sytuacji. Odnowił po prostu kontakt z ekipą. A, że już wcześniej stanowili pewnego rodzaju wyselekcjonowaną drużynę to mieli okazję trochę powymiatać na serwie. Wszytko dzięki możliwości komunikacji podczas grania. Aha. Podałem w tym przykładzie nazwy zewnętrznych programów do komunikacji-zakładam, że jest to również w jakiś sposób ,,growy czat''.

Przejdę teraz do World of Tanks. Jako, że jestem zapalonym fanem tego czołgowego fenomenu to z tej racji wiarygodność mojego kolejnego argumentu wzrośnie o +5. Dla tych co nie wiedzą. W grze tej chodzi o to, żeby wybierając jeden ze swoich zadbanych i odpicowanych czołgów dołączyć do bitwy na dość rozległej i historycznie dobrze odwzorowanej mapce losowego terenu za czasów działań podczas II w.ś. Rozgrywka to klasyka gatunku shooterów z tym, że zamiast karabinków M-16 czy innego sprzęta mamy do dyspozycji stalowego kolosa z działem, dajmy na to 122mm. Jakże budujące i uprzejmie motywujące jest kiedy gracze na starcie danej bitwy pozdrawiają się przy pomocy czatu, pisząc: gl(good luck), cześć, hello, ahoj(tu Czesi) lub good hunting. Dodaje to niewątpliwie uroku i kilogramy pancernego klimatu. A pozatym dobrze wiedzieć, że gdzieś po drugiej stronie kabla siedzi osoba (z którą nam przyjdzie przez najbliższe 5-10m grać) reprezentująca pewien poziom zachowania. Kiedy nasza drużyna wygra, obrazek gdzie obie strony wymieniają- gg(good game) jest bardzo miły dla oka. Widać, że wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem. Aż chce się grać. Podczas wojen klanowych, istnieje komunikacja głosowa poprzez wbudowany wotowski komunikator. Kiedy dowódca mówi, przekazując cenne rady i rozstawiając chłopaków reszta rozmów na kanale jest automatycznie wyciszana ze względu na rangę odzywającej się persony. Wspominałem już o klimacie, prawda? No więc znów:Klimat wzrósł o +6. Bardzo fajną sprawą jest też, gdy w momencie rozgrywania losowej bitwy, ktoś napisze nam ciekawostkę odnośnie aktualnie granej mapki lub zaimprowizuje jakąś taktykę. Skuteczność zespołu potrafi wtedy drastycznie poszybować w górę, jak gdyby notowania jakichś kocy przeciwatomowych na giełdzie podczas plotek o ryzyku wybuchu wojny między Ameryką a Rosją.Gdyby nie istniał kontakt miedzy uczestnikami zabawy nikt nie mógłby podzielić się zdobytym doświadczenie i dobrą radą (byłoby gorzej dla nowych graczy), wiele trybów gry straciłoby rację bytu, a ona sama zrobiłaby się taka jakaś bezcelowa i płaska... Jak wieża ciężkiego, radzieckiego czołgu pancernego IS-3.

Robi się z tego już z deka przydługi wywód, a więc trochę to podsumuje i przejdę do wspomnianego na wstępie deseru.

Więc co nam daje możliwość czatu podczas łupania w gierkę?
-Generalnie, zwiększa atrakcyjność
-W niektórych przypadkach podnosi (i to bardzo) klimat
-Przedłuża żywotność gry (oczywiście to jest idea samego trybu wieloosobowego-rozmowy to tylko potęgują)
-Daje nam możliwość łączenia się w zgraną drużynę
-Zwiększa efektywność naszych elektronicznych zmagań
-Pozwala na e-sportową rywalizację (tak w ogóle moim zdaniem nazywanie tego typu ,,aktywności” sportem to wielka nadinterpretacja, ale w końcu żyjemy w XXI wieku)
-Pozwala na utrzymanie znajomości lub nawiązanie nowych

Zbliżając się do finiszu tego tekstu tak jak obiecałem, zmierzę się z niechlubnymi wyjątkami (zdarzającymi się coraz to częściej) złego wykorzystania omawianych tu growych paneli dyskusyjnych. A konkretniej do: obrażania, poniżania, wyżywania się i nabijania z graczy. Teraz uwaga. Niech każdy kto gierzy przez neta, przeanalizuje następujące słowa: You f...ing idiot!; You f...king noob!;f...king moron!;No brain mother....er!- Brzmią znajomo, prawda? Niestety. Teraz przedstawię tutaj sytuację, która miała niedawno miejsce, podczas gdy razem z kumplem cięliśmy w WoTA- wspomniane World of tanks. Bitwa była jedną z losowych, a więc każdy oprócz tego, że został przydzielony do jednej z dwóch ekip grał niejako solo, pracując głównie na własny rachunek. My z kumplem graliśmy w plutonie (czyli w parze) i do komunikowania się korzystaliśmy ze Skypa. Kiedy walka miała się już ku końcowi, a większość czołgów nadawała się do złomowania( oprócz mojego i jeszcze bodajże 2 w naszym teamie) pewien serdeczny jegomość przyglądający się grze jako obserwator (każdy kto polegnie może sobie jeszcze oglądać dalsze losy walki) postanowił uprzejmie mnie poinformować, że: Ja p...ole! Ty noobie wez sie k...rwa naucz grać! Rusz d..pe I jedz do ich bazy po czym dodał jeszcze skromnie: co za idiota, ja pi...ole! I tak jeszcze ze cztery rundki. Słowo daję, że jakoś tak to szło. Jak widać Mickiewicz to z niego nie będzie. Przyznaję, że miałem do dyspozycji najwolniejszy czołg w grze i w dodatku uszkodzony, ale do końca zostały już niecałe trzy minuty. Nie będę się zagłębiał w mechanikę gampleyu, ale szans na pobicie rekordu prędkości nie miałem, a szarża na o wiele szybszego i zwrotniejszego przeciwnika byłaby słabą opcją... Generalnie mniejsza w ogóle o to. Koleś ten, aby podkreślić swoje stanowcze zdanie, po zakończeniu danej bitwy, znalazł mnie po nicku w wyszukiwarce graczy w menusach gierki i otworzywszy prywatny kanał zalał mnie falą.... Bynajmniej nie przyjacielskich pozdrowień. Bluzg lał się gęsto. No więc. Powiedzcie mi, czy tak będzie zawsze? Czy zawsze znajdzie się jakiś niewyżyty małolat lub człowiek o nadpobudliwości emocjonalnej? Akurat po mnie to raczej spływają takie różne zaczepki i staram się je ignorować. Ale co to będzie gdy przy kompie siedzi akurat jakieś mniejsze dziecko? Albo starszy człowiek który nie ma już takiego refleksu i po pracy strzela sobie 2-3 partie dla relaksu? Czy musi zobaczyć takie chamstwo? My rodzaj ludzki, jesteśmy strasznie niecierpliwi i nerwowi. Ale proszę Was! Zachowajmy te emocje na odpowiedni moment! Rzucamy tymi nieprzemyślanymi słowami i w ogóle się nie zastanawiamy nad konsekwencjami. Potem każdy się dziwuje nad tym skąd dzieciak zna takie i takie epitety. Ja rozumiem, że internet w dzisiejszych czasach wraz z rozrywką elektroniczną stanowią dla niejednej osoby ośrodek wychowawczy, ale skoro już tak niestety(albo stety?) jest, to my, jako część tej odpowiedzialnej za to społeczności starajmy się zachować jakiś fason, ok? Jeśli dobrodziejstwa techniki pozwalają na czaty i wszelką formę nawiązania kontaktu z drugą osobą, to owszem korzystajmy z tego, bawmy się lepiej, ale nie wykorzystujmy tego do ujawniania naszego spaczonego charakteru. Przyznam, że gdy sobie z kolegą czasem dumamy na otwartym prywatnym połączeniu podczas gry, to owszem, zdarzają się różne wymiany myśli na temat aktualnie rozgrywanych na ekranie zdarzeń-często także potępiamy innych za ich gorsze umiejętności lecz nie robimy tego w takim zawistnym i bezmyślnym stopniu (przede wszystkim nie prowokujemy nikogo i nie przekazujemy tych myśli danym graczom), a na koniec i tak zawsze wychodzi, że to przecież gierka i ma ona odprężać, a nie powodować spięcia. Takie ,,czatowe skażenie” w stężeniu większym czy mniejszym, występuje w wielu typach gier multiplayerowych, a zwłaszcza w grach MMORPG. Dlaczego tam? Bo tam model rozgrywki oparty jest na aspektach społecznościowych, i siłą rzeczy trzeba z drugim człowiekiem porozmawiać, aby coś ugrać. Tak naprawdę, w prawie każdej produkcji możemy się spotkać z podobną sytuacją.

Kończąc i wykorzystując to, że jesteśmy już przy tym temacie powiem tak: Jeżeli mamy taką fantastyczną opcję komunikacji za pomocą wszelkich czatów i programów która podnosi nam jakość rozgrywki wieloosobowej, to starajmy się godnie zachowywać i reprezentować nasz kraj, aby ta nam dana w ustroju demokratycznym wolność wypowiedzi, nie uderzyła za bardzo do głowy.